Dwór w Jodłówce na przełomie XVII i XVIII wieku

Konflikt pomiędzy Mikołajem Stawskim a Andrzej Maksymilianem Trzcińskim

W roku 1653 zmarł Maksymilian Trzciński, właściciel m.in. części miasta Pruchnika, Hawłowic Dolnych, Rozborza Długiego, Świebodny i Jodłówki. Wszystkie te posiadłości odziedziczył jego jedyny syn - Andrzej Maksymilian, człowiek wykształcony i obyty w świecie, który następnie osiadł w ojczystym dworze w Hawłowicach Dolnych. Tragiczne w skutkach wojny z połowy XVII stulecia - potop szwedzki i najazd Jerzego II Rakoczego na ziemie ruskie dokonały olbrzymiego spustoszenia. Na domiar złego na Andrzeja Maksymiliana spadły zobowiązania finansowe w postaci długów zaciągnietych przez ojca. Szczególnie brzemienny w skutkach okazał się proces ze stolnikiem sanockim Mikołajem Stawskim o 15 tysięcy złotych, trwający kilka lat i zakończony 5 lipca 1659 wyrokiem Trybunału Koronnego w Lublinie, który nakazał Trzcińskiemu wydać w ręce Stawskiego Hawłowice Dolne wraz z dworem, folwarkiem, stawami, chłopami oraz częścią Świebodnej.

Wydawać by się mogło, że wyrok trybunalski zażegnał konflikt - nic bardziej mylnego! Na folwarku w Hawłowicach Dolnych pracowali ze swym inwentarzem chłopi z Rozborza Okrągłego i Świebodnej, bez nich folwark nie mógł funkcjonować i przynosić odpowiedniego dochodu. Już w lipcu 1659 roku Stawski próbował przejąć dwór w Hawłowicach, lecz nie został wpuszczony. Niespełna półtora miesiąca później, 18 sierpnia Stawski z pomocą woźnego Wojciecha Moskwy z Pruchnika dokonał intromisji nie tylko Hawłowic Dolnych i Świebodnej, lecz także Jodłówki i Rozborza Okrągłego, co stało w sprzeczności z dekretem sądu trybunalskiego. Odtąd wydarzenia nabrały rozpędu, przeistaczając się w otwarty konflikt. Tak je opisał dr Marian Wolski w swej książce pt. "Hawłowice Dolne. Dwór i wieś.":

Gdy 28 sierpnia Stawski był poza Hawłowicami, na tamtejszy dwór najechał Trzciński z dworzanami Domańskim, Paplińskim i Myśliwcem oraz ponad dziesięcioma sługami. Zakazał, grożąc chłopom, wykonywać dla Stawskiego jakichkolwiek prac i słychać jego poleceń, a jego słudzy, krzycząc, odpędzali od zajęć pracujących w pobliżu dworu. Następnie Trzciński wraz z żoną udał się do Jodłówki i tam przenocowawszy, pozostawił żonę z jej siostrą, fraucymerem i sługami. Sługom swym i poddanym z Jodłówki, Świebodnej i Rozborza Okrągłego zakazał pod karą gardła słuchać poleceń Stawskiego, a sam udał się do Lublina na sądy trybunalskie. Następnego dnia, gdy Stawski powróciwszy, nie zastał przy pracy zbuntowanych przeciw sobie poddanych, posłał sługę Jana Raciborzeńskiego, aby ten sprowadził ich do pracy siłą.

Świtem 30 sierpnia, jak relacjonuje Maciej Papliński, pod nieobecność Trzcińskiego, na dwór w Jodłówce, gdzie znajdowała się Anna z Kostków Trzcińska ze swoją siostrą - panną Zofią Kostczanką, napadli z rozkazu Stawskiego Raciborzeński i Wasilkowski z około piętnastoma sługami. Wśród krzyku i wystrzałów, z dobytymi szablami, z łukami, z krótką i długą bronią palną gotową do wystrzału, zaczęli gromadzić do wymarszu chłopów z Jodłówki zobowiązanych do pracy na folwarku w Hawłowicach Dolnych, innych zaś już wykonujących wyznaczone prace odpędzali od nich, bijąc przy tym i lżąc. Przebudzone nagle, przerażone krzykami i hałasami kobiety uciekły do stodoły, szukając tam schronienia. Wreszcie naspastnicy, zgromadziwszy wszystkich chłopów, wyruszyli drogą do Hawłowic.

Tymczasem, gdy kolumna weszła już do wsi, niespodziewanie drogą publiczną, wiodącą przez obejście dworskie, nadjechał Trzciński ze sługami. Zobaczywszy swych poddanych prowadzonych pod strażą do prac, zażądał wyjaśnień. Eskortujący chłopów słudzy Stawskiego obrzucili go wyzwiskami i napadli na nich z bronią. Doszło do starcia, w wyniku którego Raciborzeński otrzymał kilka cięć od Trzcińskiego, podczas gdy z boku naparł nań Myśliwiec, który ciął go pod prawym ramieniem, niszcząc odzież i zadając wielką siną ranę. Papliński natomiast z bliska wypalił do niego z muszkietu i tylko Bożej Opatrzności zawdzięczać mógł Raciborzeński, że udało mu się przeżyć. Papliński też został kilkakrotnie cięty. Z kolei Domański zadał ciężką ranę Wasilkowskiemu. Słysząc z daleka odgłosy bijatyki i wezwania o pomoc swych sług, Stawski skrzyknął innych poddanych i przybył im z pomocą, wyprowadzając ich z pola walki. Na placu boju pozostał Trzciński ze sługami i poddanymi, którym surowo zakazał pracować dla Stawskiego.

Całe to zdarzenie ponownie znalazło swój finał w lubelskim sądzie trybunalskim, który po zbadaniu związków Rozborza Okrągłego i Świebodnej z folwarkiem hawłowickim nakazał ostatecznie w 1664 roku wydanie tych wsi Stawskiemu i wprowadzenie go do Jodłówki. Zatem w tym roku, Andrzej Maksymilian Trzciński po pięciu latach przebywania w Jodłówce został zmuszony do przeniesienia się do Dworu w Hawłowicach Górnych. Nie zażegnało to jednak konfliktu i Trzciński podejmował jeszcze kilkakrotnie próby zawładnięcia siłą utraconymi dobrami, aż wreszcie w 1665 roku skazano go na banicję za napad na Jodłówkę i wygnanie stamtąd rządcy Stawskiego.

Konflikt pomiędzy Trzcińskimi a Nieborowskimi.

Nie były to jedyne dramatyczne wydarzenia, które rozgrywały się w Jodłówce. W drugiej dekadzie XVIII wieku doszło do kolejnego konfliktu, który doprowadził do ruiny tutejszy majątek.

Po bezpotomnej śmierci Kaspra Nieborowskiego w 1717 r. rozgorzała prawdziwa wojna pomiędzy jego sukcesorami. Z jednej strony występowała rodzina Trzcińskich, krewnych jego żony, z drugiej Nieborowscy. Obie rodziny mialy swoje racje. Trzcińscy byli naturalnymi spadkobiercami majątków należących niegdyś do Andrzeja Maksymiliana Trzcińskiego, które po bezpotomnej śmierci jego jedynej córki, a żony Nieborowskiego, winne były, zgodnie ze staropolskim prawem, przejść na dalszą rodzinę po mieczu. Nieborowskim przysługiwał natomiast zwrot znacznych sum pieniężnych wydanych przez Kaspra Nieborowskiego na oddłużenie tych majątków w czasie jego małżeństwa z Krystyną Trzcińską.

Centrum wydarzeń był dwór w Jodłówce. Obie strony konfliktu zorganizowały prawdziwe armie, których używały do oblegania przeciwników i zdobywania dworu. Chorąży sochaczewski Wacław Nieborowski najął rotę złożoną z 78 żołnierzy moskiewskich, płacąc im 39 złotych talarów cesarskich, srebrnym pozłacanym łańcuchem o wartości 500 złotych oraz zapewniajac żywność o wartości 100 złotych. Druga strona strona konfliktu sprowadziła z Przemyśla 50 dragonów i 57 smolarzy, utrzymywanych przez starostę przemyskiego do obrony granic. W walkach trwających kilka tygodni i toczonych ze zmiennym szczęściem padło kilku zabitych, a wielu innych odniosło rany. Majątki, stanowiące przedmiot rywalizacji, legły w gruzach i zgliszczach, wsie w znacznym stopniu opustoszały. Trzcińscy i Nieborowscy doszli dwa lata później do porozumienia, kładącego kres owej wojnie i dzielącego tutejsze majątki. Szkoda jedynie, że mimo tak cieżkich doświadczeń doby wojen drugiej połowy XVII i początków XVIII stulecia, własnymi rękami i przy pomocy najeźdźców niszczono to, co jeszcze ocalało od pożogi.

Do ugody doszło w 1719 roku, w wyniku porozumienia Nieborowscy otrzymali m.in. w zastaw Jodłówkę, Tyniowice i Chorzów, natomiast Hawłowice objęli potomkowie Kaspra Trzcińskiego. Ten stan utrzymał się do 1721, kiedy to Stanisław Trzciński wykupił Jodłówkę, części Hawłowic oraz prawa do Chorzowa i Tyniowic. Stanisław Trzciński umarło krótko po 1737 r., a wdowa po Stanisławie wyszła ponownie za mąż za łowczego bracławskiego Piotra Komorowskiego herbu Korczak. Piotr Komorowski w krótkim czasie wykupił od rodziny Trzcińskich prawa do Hawłowic, Chorzowa, Jodłówki i Tyniowic, niestety wkrótce potem umarł (1740).

Literatura:


Copyright © 2008 - 2010, All rights reserved.
Jeśli chcesz wykorzystać materiały znajdujące się na tej stronie (tekst, grafikę) poproś Autora.

XHTML, CSS, Jesteś 28042 Gościem tej strony.